• Szkoły konfidentów

    Zbliża się okres wakacyjny, więc temat szkół, lektur szkolnych, mundurków i innych spraw powiązanych tematycznie, powinien ucichnąć przynajmniej na jakiś czas... To jednak nie jest możliwe - nie przy tak produktywnych umysłach, jak ten Romana-Edukatora i pozostałych w MEN... W dzisiejszych Nowościach - Dzienniku Toruńskim, przeczytałem artykuł p. Justyny Wojciechowskiej-Narloch - "Jasio już przymierza mundurek", z którego wynika, że w szkołach od nowego roku szkolnego, bez żenady, ku pomocy w rozwiązywaniu problemów, szkolić będzie się... konfidentów.


    Przeciwdziałając wielu patologiom i szerzącej się agresji opracowano specjalny program, "który czyni nauczyciela funkcjonariuszem publicznym i wprowadza do szkół system wewnętrznego monitoringu. Konsekwencją tego projektu są również koordynatorzy, którzy od września będą dodatkowo czuwać nad bezpieczeństwem. W naszym regionie takie osoby dyrektorzy musieli wyznaczyć do połowy czerwca.

    - Nikt specjalnie nie garnął się do tej roli. Szczególnie, kiedy zaczęto mówić, że taka osoba będzie musiała patrzeć na ręce swoim kolegom, a zebrane informacje przekazywać dalej - mówi Barbara Strzyżewska, dyrektor jednej ze szkół podstawowych w regionie. - Po długich rozmowach tę rolę powierzyłam dwóm nauczycielkom i dwóm przedstawicielom uczniów. Ich zadaniem będzie pomoc w rozwiązywaniu problemów, które zdarzają się w szkole. Właśnie tak rozumiem tę misję" - czytamy w artykule.

    Patrzeć na ręce swoim kolegom, a zebrane informacje przekazywać dalej? Czy przypadkiem takie działania, nie kojarzą się z (ponoć bezpowrotnie) minioną epoką? Rozumiem monitoring - wszak o bezpieczeństwo naszych dzieci chodzi, rozumiem mundurki - bo przecież szkoła to nie rewia mody.

    Nie rozumiem jednak, jak można robić z uczniów konfidentów? Czy to ma być ostatnia deska ratunku dla poprawy bezpieczeństwa w szkołach? Czy w ogóle, owe chore umysły, które opracowały ten "prześwietny" plan zdają sobie sprawę z tego, jakie to może przynieść skutki? Łatwo sobie wyobrazić, co się stanie, gdy uczniowie wykryją taką "wtykę" - bo chyba nie ogłoszono oficjalnie na szkolnym apelu, że w roku szkolnym 2007/2008 dyrekcji szkoły donosił będzie Kowalski i Nowak...

    A sam uczeń, który został obarczony obowiązkiem donoszenia?... Czy ktoś pomyślał, jak taki dzieciak będzie się czuł przy pokonywaniu bariery koleżeńskiej solidarności? Mnie cała ta sprawa nie mieści się w głowie...