• Dres - czyj to problem?

    Na Forum dyskusyjnym Dziennika Internautów przeczytałem wypowiedź Użytkownika podpisującego się jako Doonay2: "Drech, drech i jeszcze raz drech. Jak to tępić..?" W dalszej części posta napisał:


    "Dwóch osobników rasy DRES "poprosiło" mnie ładnym językiem o fajki lub kasę... Nie byłem oporny z wiadomych przyczyn. Dałem co miałem (nie było tego dużo, bo jakieś 4zł). Usatysfakcjonowani odeszli ode mnie, ja stałem dalej w tym samym miejscu (czekałem na tramwaj). Gdy usłyszałem: "kto chce coś od frajera..." odwróciłem się. Zobaczyłem resztę bandy, razem było ich jakieś 12 czy 14. Zacząłem się ewakuować, po przejściu jakiś 20 metrów znów usłyszałem głos dresa: "Ej, frajeże, masz komurkem?". Przyśpieszyłem... Po kilku minutach drogi odwróciłem się i zobaczyłem, że jakiś człowiek za mną biegnie, za nim biegli panowie z przystanku. Cóż miałem zrobić..? Zacząłem uciekać... Udało mi się wyjść z tego bez urazu, ale męczy mnie to zjawisko. Komórki nie miałem ze sobą, ale miałem odtwarzacz mp3..."

    Padło kilka wypowiedzi, a m.in. wypowiedział się Internauta podpisujący się jako Siriah:
    Dopóki polcjanci na widok drecha będą przechodzić na drugą stronę ulicy, albo zawracać... Nic się nie zmieni.
    Dopóki w Polsce nie będzie lepiej, żeby nawet dla takiego debila jak drech, było zajęcie... Nic się nie zmieni.
    Dopóki nie zmieni się mentalność ludzi, którzy wolą się odwrócić niż stawić za krzywdzonym... Nic się nie zmieni.

    Choć Siriah napisał to, co i ja ewentualnie mam w tym Temacie do powiedzenia, dodałem jednak, że dresa się raczej hoduje, a nie wychowuje.
    Bo kim są? Dresy to nie tylko dzieci marginesu. Dresy to również potomkowie zabieganych, zapracowanych rodziców, którzy do swoich synów podchodzą (z braku czasu) jak do doniczkowych kwiatów, z tą tylko różnicą, że kwiaty się podlewa, a dresa pyta...
    Pyta się go, czy ma kasę na bułkę/chleb do szkoły, pyta się krótko i bez uczucia, czy coś mu brakuje... Najczęściej dres odpowiada, że ma wszystko, ale czy rzeczywiście tak jest? Może gdyby rodzic poświęcił więcej czasu, zapytał dodatkowo o szkołę, o znajomych, o to "wszystko", o..., o..., o...

    Jak tu (w wielu przypadkach) jednak pytać, skoro trzeba gonić za kasą, poświęcić czas karierze zawodowej itp. itd. Koło się zamyka.
    Gdyby dać zajęcie tym młodym ludziom, umieć zachęcić do korzystania z młodzieżowych domów kultury... Zaraz, zaraz... o czym ja piszę?... MDK`i to już chyba tylko historia - znów koło się zamknęło...

    A Policja? Jaka policja? Synek metr pięćdziesiąt na obcasie glana, ważący pięćdziesiąt pięć kilogramów? No ten to zapewne do dresa nie podejdzie... Fakt, średnie ma, głupi nie jest, pisać i czytać umie, ale czy nadaje się "na ulicę"?
    Widzę czasem policmajstrów takiej postury, że w starciu z przeciętnym dresem, przy pierwszym lepszym uderzeniu, złamałby się w trzech najgrubszych miejscach. Do tego zapewne jeszcze rybki hoduje i ma dla kogo żyć - po co mu szukać guza?... Koło się zamyka.

    A ludzie? Społeczeństwo? Nie, no czego by wymagać? Przecież każdy chce żyć. Widząc dresa lejącego i/lub okradającego innego zwykłego człowieka, przywołuje na myśl ciężko zarobione pieniądze wydane właśnie na kolejne odmalowanie drzwi wejściowych do mieszkania - "po co mają mi je znów obdrapać, zniszczyć... Nic nie widzę. Mnie tu nie ma. Mam swoje dzieci, chcę by były bezpieczne", ale czy będą? Koło się zamyka...

    Na naszym osiedlu też mamy dresów, a może to blokersi? Czuję się wyróżniony, bo czasem dzień dobry powiedzą. Może to dlatego, że kiedy zaczepili mojego syna interweniowałem z powodzeniem, a może to po prostu moja postura daje im do myślenia? Może to, że potrafię z nimi rozmawiać, a może to, że jeszcze do niedawna nosiłem mundur?

    Tak, czy inaczej - to przede wszystkim brak zainteresowania ze strony rodziców ponosi winę za taki stan rzeczy.

    W dalszej części tematu poświęconego "dresom", Użytkownicy starali się dojść do porozumienia, kogo należy zainteresować problemem młodych bandytów, którzy nie bardzo wiedzą, co zrobić z nadmiernym wolnym czasem. Oto jedna z wypowiedzi:
    "Jeżeli nic nie zrobimy więcej a tylko opisywać będziemy te zjawiska to nie uda się nam mimo wyjątkowo szczerej chęci zrobić nic.
    Panowie, jeżeli chcemy coś zrobić chociażby zainteresować odpowiednie służby, które niby pracują ale za nasze pieniądze to należy ich na to forum ściągnąć." - napisał Użytkownik dom. Autor tematu w dalszej części dysputy dopisał:
    "Ja tam, nie wierzę w to, że policia coś może zdziałać, to są zwykli ludzie mają wszystko w przysłowiowym "D" i spisują tylko młodych za strzelanie petardami, bo się nudzą na ulicach. Ja osobiście nie widziałem, jak krawężnik podchodzi do dresa i prosi go o dowód osobisty. Widziałem tylko jak goni 12 - latka za to, że rozbił butelkę na boisku...

    Sam osobiście nie wiem, jak sprawę rozwiązać, dlatego też tu piszę! Może chociaż - "Kogo tym zainteresować..?". Policię - NIE, Prasę - może, ale byłaby afera (o ile) na kilka dni i cisza, bo nikt nie wie co poza nagraniem kontrowersyjnego programu z drechami...

    Myślę jednak, że nie Policję należy tu wołać, ani Prasy też nie, ponieważ Prasa trąbi gdzie może o przypadkach z dresem w roli głównej.
    Tu należy przywołać ministra oświaty i Możnych Najjaśniejszej, aby przywrócili funkcjonalność, świetność dawniejszych MDK`ów i aby powołali do życia osoby, które potrafiłyby zainteresować młodzież dodatkowymi, darmowymi zorganizowanymi zajęciami.

    We wczesnych latach osiemdziesiątych, moja Kasia grała w tenisa, w piłkę ręczną, chodziła dodatkowo do szkoły muzycznej i uczęszczała na warsztaty recytatorskie. Ja, zamiast włóczyć się z piwem w ręku, uczęszczałem na kółko fotograficzne, na angielski, do pracowni modelarskiej, a po filmach z Bruce`em trenowałem sporty walki, biegałem wyczynowo... Uczestnictwo było darmowe... Czas minął, drogowskaz wskazał kapitalizm i wszelkiego rodzaju cięcia...

    Moja Ania uczęszczała do Galerii Dziecka, gdzie dostała kilka dyplomów uznania, mój syn jest obecnie członkiem klubu tańca sportowego. Tańczy, że aż miło popatrzeć, ale akurat my możemy sobie pozwolić na finansowanie jego pozalekcyjnych zajęć. Co z dziećmi, których rodzice nie mają odpowiednich środków?

    Rosną dresy i blokersi... Szerzy się syf, brud i ubóstwo. Głodni i zziębnięci starcy skaczą z wieżowców, dzieci topione są w beczkach, młodzież na to patrzy i szukając logiki głupieje... Winni są wszyscy. Kogo zatem ścigać? Do kogo zwrócić się z apelem o zmianę zaistniałej sytuacji?

    Na Forum Dziennika Internautów, do tego Tematu rozpoczętego przez Użytkownika Doonay2 powinniśmy zaprosić przede wszystkim naszych rówieśników-rodziców, którzy powinni choćby zastanowić się, czy w swojej pogoni za pieniędzmi nie zapomnieli o istotach, którym dali życie.
    Do tego Tematu powinni dotrzeć również blokersi i przedmiotowe dresy, ale czy oni będą potrafili rozmawiać z nami? Czy będą tylko rzucać jakieś, często wulgarne zwroty, zrozumiałe tylko i wyłącznie dla tej subkultury...