• "Ślubuję ci miłość i wierność" - psychiczna masakra

    Dziś Międzynarodowy Dzień Teatru. Z tej okazji dostaliśmy od koleżanki zaproszenie do toruńskiej Horzycy na próbę generalną sztuki Jánosa Háya, "Ślubuję ci miłość i wierność". Dramat i to szalenie mocny.

    "Háy, w "Ślubuję ci miłość i wierność" bierze pod lupę małżeństwo, a właściwie małżeństwa czterdziestolatków i próbuje je zdiagnozować. Analizuje zmiany zachodzące między partnerami po kilku, kilkunastu latach związku. Pokazuje jak współczesny świat wpływa na relacje najbliższych sobie, wydawałoby się, osób: rozchodzenie się dróg i oczekiwań partnerów, poszukiwanie innych wrażeń, zawiedzione nadzieje, niespełnienie, nuda, pustka emocjonalna, nieczułość, wypalenie, kryzys wieku średniego, niezrozumienie i samotność w związku; utrzymywanie ze względu na dzieci rodziny "pełnej", ale nieszczęśliwej, bez miłości i wzajemnego wsparcia. Spektakl może stać się swoistą, teatralną psychoterapią dla par."
    źródło: teatr.torun.pl

    Jakiś czas temu, jedna z psiapsiółek Kasi rozeszła się z mężem. Kasia pomogła jej przejść przez te najgorsze chwile. Po spektaklu, znajdując w sztuce odwołania do niedalekiej przeszłości, moja ukochana płakała tak bardzo, że łez starczyło jeszcze na wieczornym spacerze. Rozumiałem jej stan, gdyż sama bardzo przeżyła rozpad małżeństwa przyjaciółki, ale prawda jest też taka, że rozglądałem się na boki, czy przypadkiem ktoś z przechodniów nie ruszy Kasi na "ratunek", myśląc że Kasia płacze przeze mnie... Strasznie beznadziejne uczucie.

    Kiedy już opadły emocje związane ze spektaklem, Kasia łamiącym się głosem powiedziała, że przecież mieliśmy się ukulturalnić, a nie zmasakrować psychicznie.

    Wieczorem chciałem odpalić w DVD "33 sceny z życia", ale się nie odważę. Nie dziś. Na dziś starczy łez...

    Jak ktoś będzie miał sposobność zobaczyć sztukę to gorąco polecam. Sam z pewnością pójdę raz jeszcze(!). Zaczyna się "sielsko" - od zwykłej, czasem zabawnej sprzeczki kochanków. Kolejna scena to marnej jakości sposób tłumaczenia się przed współmałżonkami. Stopniowo atmosfera się zagęszcza, aż w końcu wybucha bomba, a widzom opadają szczęki z wrażenia.

    Sceny żywcem z życia wzięte. Sceny, o których nie lubimy mówić, ale one mają swoje miejsce gdzieś obok nas, czasami również nas dotyczą. Tak naprawdę tego nie da się opowiedzieć - to trzeba zobaczyć. Zobaczyć różnicę między solidarnością kobiet i mężczyzn. Naprawdę gorąco polecam...