• Pomagam wołać o pomoc dla Marcina

    Powtarzając za Radomirem Dobke: słysząc wołanie o pomoc - pomagam wołać!
    Proszę, abyś zechciał/a pochylić się nad słowami, które krótko pokazują ponad cztery lata ciężkiej choroby Marcina Borowskiego. Dla samego Marcina, jak również dla jego rodziców są to lata cierpienia i strachu, którego tak naprawdę nie da się opisać słowami...


    Państwo Borowscy byli szczęśliwą rodziną aż do września 2005r. Ich syn Marcin właśnie zaczął naukę w pierwszej klasie liceum ogólnokształcącego. Przez tak krótki czas zdążył zaskarbić sobie życzliwość nauczycieli i sympatię kolegów. Wrażliwy na cudzą krzywdę, potrafiący wesprzeć innych swoją pomocą. Marcin zawsze lubił się uczyć, był sumienny i obowiązkowy. Rodzice byli bardzo dumni z syna, kiedy przynosił kolejne świadectwa z biało-czerwonym paskiem.

    Uwielbiał zwłaszcza języki obce. Od lat grał też w tenisa ziemnego, stołowego, a w wakacje pływał kajakiem. Bardzo inteligentny, kulturalny, oczytany, z olbrzymią wiedzą o świecie, polityce i gospodarce. Chętnie też pomagał w domowych obowiązkach. Był czułym synem, potrafiącym okazać miłość i przywiązanie.

    Niestety przyszedł dzień, w którym pewne symptomy w zachowaniu Marcina zaczęły niepokoić jego rodziców. Wizyty u lekarzy, badania i nagle rozpadł się świat szczęśliwej, nie mających większych zmartwień rodziny. U Marcina stwierdzono guza mózgu. Wtedy jeszcze Państwo Borowscy nie wiedzieli, co nas czeka.

    Pomoc odnaleźli w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. W ich domu została ukochana siostra Marcina - czteroletnia Zuzia z babciami, a rodzice z Marcinem wyjechali do Warszawy. Niestety oprócz strasznej diagnozy dodatkowo po operacji pojawiły się liczne komplikacje, m.in. czterokończynowy niedowład, najpierw respirator, a potem konieczna tracheotomia (nacięcie tchawicy, gdyż Marcin nie mógł sam oddychać, następnie wstawienie zastawki (z powodu wodogłowia) i najgorsze ...śpiączka (Marcin nie reagował, był jak "roślinka").

    Na oddziale Onkologii poddawano Marcina wielomiesięcznemu wyczerpującemu leczeniu chemio- i radioterapią. Od początku z powikłaniami, infekcjami: zapalenia płuc, oskrzeli, zakażeniami wirusami, grzybami, przetaczaniem krwi, osocza, płytek itp., ogromną ilością kroplówek z antybiotykami i innymi lekami. Co dwie godziny przez całą dobę Marcin był przewracany, aby nie dopuścić do odleżyn. Bardzo schudł, także dlatego, że karmiony był sondą żołądkową. Wypadły mu wszystkie włosy.

    Marcin był, ale tak, jakby go nie było. Wiele osób słyszało o śpiączce, ale niewielu tak naprawdę wie, co to znaczy. Państwo Borowscy dzień po dniu modlili się z nadzieją, że się obudzi. Każdy dzień był walką z nowotworem i z kolejnymi powikłaniami. Najokrutniejszy był strach o to, czy Marcin czuje ból, jak bardzo cierpi, może chce rodzicom o tym powiedzieć, może krzyczy w duszy, ale nie może nam tego przekazać? Rodzice Marcina wypatrywali bez przerwy choćby drgnienia powieki, poruszenia palcem...

    Po dziewięciu miesiącach Państwo Borowscy wrócili wraz z Marcinem do domu - do Zuzi, która bardzo czekała na brata, mamę i tatę. Wielokrotnie jeszcze trafiali do szpitali - nieraz kilka razy w ciągu miesiąca. Cały czas, na zmianę czuwali przy Marcinie.

    Czekali na cud i ...doczekali się. Zdarzył się cud! Marcin po roku z wolna zaczął odzyskiwać świadomość. Nauczył się na nowo mówić, obsługiwać lewą ręką telefon, komputer. Marcin był i jest ciągle zależny od naszej 24-godzinnej pomocy, gdyż sam nie może nawet obrócić się w łóżku (wymaga ciągłego przewracania, żeby uniknąć odleżyn), siedzenie możliwe jest tylko w specjalnym wózku.

    Niestety od września 2009 r. pojawiły się kolejne problemy laryngologiczne i neurologiczne. Marcin przeszedł kilka operacji w Białymstoku i w Warszawie (XI - XII 2009 r. - m. in. usuwanie krwiaków, wodogłowia, wymiana zastawki odprowadzającej płyn mózgowo-rdzeniowy do brzucha). Stan Marcina znacznie się pogorszył. Wszyscy - rodzina i przyjaciele czekają z niepokojem na badania w Warszawie w marcu 2010 r., po których zapadną decyzje, co dalej.

    A Marcin... Marcin bardzo ciężko codziennie ćwiczy, ćwiczy i nie poddaje się.

    Od Rodziców Marcina

    "Nic się nie zmieniło, bardzo kochamy naszego syna" - wołają rodzice: Małgorzata i Grzegorz Borowscy.
    Więcej o Marcinie: www.pomoc-marcinowi.com

    Aby pomóc Marcinowi potrzebne są pieniądze na codzienną rehabilitację, indywidualne nauczanie, zajęcia z logopedą, dostosowywanie i zakup niezbędnego sprzętu m.in. rehabilitacyjnego. Leczenie, rehabilitacja, zakupy środków opatrunkowych, dezynfekcyjnych, higienicznych itp. są bardzo kosztowne. Dlatego rodzice Marcina zwracają się z prośbą:

    - bardzo prosimy, jednocześnie z całego serca bardzo serdecznie dziękując, o Państwa pomoc. Każda złotówka, jest bardzo cenna w walce o zdrowie, ale też godne życie Marcina.

    Licząc na Państwa pomoc zwracamy się z prośbą o przekazanie:
    1% podatku na leczenie i rehabilitację naszego syna Marcina.



    Chcąc przekazać 1% podatku na leczenie i rehabilitację Marcina należy wpisać w zeznaniu podatkowym:

    1. Nazwę organizacji pożytku publicznego: Fundacja Dzieciom "ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ", ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa
    2. Numer wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego: KRS 0000037904
    3. W rubryce "Inne informacje ułatwiające kontakt z podatnikiem" należy wpisać z adnotacją (w tytule przelewu): 1% na leczenie Marcina Mateusza Borowskiego (7408)

    Pomoc finansową (wpłaty inne niż 1%) można też przekazywać na konto:

    Wpłaty z Polski:
    Bank Pekao S.A. I O/Warszawa
    75 1240 1037 1111 0010 0957 3199
    tytułem: na leczenie Marcina Mateusza Borowskiego (7408)

    Wpłaty z zagranicy:
    Bank Pekao S.A. I O/Warszawa
    kod SWIFT (BIC) : PKOPPLPW
    PL 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362
    tytułem: na leczenie Marcina Mateusza Borowskiego (7408)

    Wpłata na konto poprzez formularz Fundacji Dzieciom:
    Jeżeli zdecydowałeś się wesprzeć Marcina finansowo możesz skorzystać z generowanych blankietów ze strony Fundacji Dzieciom pod adresem:
    www.dzieciom.pl/7408