• Podopieczni Janasa grają dobrze... w reklamach

    Przeczytałem w TVN24 informację o tym, jak to nasze piłkarzyki wystąpiły przeciwko Janasowi... Może z wyjątkiem Smolarka i Krzynówka, nasza wspaniała reprezentacja grała z Ekwadorem jak na osiedlowym boisku i czego oni chcą? Pretensje mogą mieć tylko i wyłącznie do siebie - do swoich wygórowanych ambicji przy zerowej prawie kondycji i kiepskiej technice. Rozgrywany Mundial do złudzenia przypomina mi popisy z Korei.
    Polacy ruszają się tak jakby w portkach mieli dodatkowe obciążenie spowodowane silnym stresem. Ale czy w meczu z Ekwadorem można mówić o stresie?
    Nie wolno lekceważyć przeciwnika, ale nie oszukujmy się - w meczu z trzecioświatowym Ekwadorem byliśmy faworytami.

    Janas nerwowo zagryzał paluchy i wcale mnie to nie dziwi, bo postawił na nowe nazwiska zamiast na starych wyjadaczy, którzy i tak z pewnością nic by nie zdziałali - podobnie jak w Korei. Lubię jednak oglądać popisującego się bramkarskim tańcem Dudka i szkoda, że Janas go nie zabrał, ale ten Boruc też gra nie od wczoraj.

    Zamiast rozpasywać się ligowymi sukcesami (sic), zamiast oddawać się aktorskiej grze w reklamach, piłkarze powinni dostać ostry wycisk na treningach, dzięki którym może obecna reprezentacja dorosłaby reprezentacji Górskiego, czy Piechniczka do pięt - byłaby to i tak dopiero połowa sukcesu.

    Moją irytację po meczu z Ekwadorem podgrzewają ciągłe powroty Polsatu i innych TV m.in do roku 1974, gdzie bramka dla polskiej reprezentacji padała jedna za drugą, gdzie tacy Piłkarze jak Lato, Szarmach, Deyna podkreślali swoją mundialową obecność w każdej minucie meczu.

    W meczu Niemcy vs Kostaryka padało sześć bramek, z czego cztery dla mundialowych gospodarzy. Nasi "bohaterzy" jako jedyna drużyna w grupie nie zdobyła bramki. Skoro nie poradziliśmy sobie z Ekwadorem to jak chcemy dokopać Niemcom, czy nawet bramkostrzelnej Kostaryce?

    Śmieszą mnie komentarze usprawiedliwiające grę polskiej reprezentacji piłki nożnej... Nie ma co rozczulać się nad źle grającymi Polakami. Nawet setka psychologów nie pomoże wyrównać samopoczucia naszych piłkarzyków po przegranym meczu - oni po prostu nie potrafią grać dłużej niż 20 minut od rozpoczynającego połowy gwizdka.


    Nic tylko wracać do Polski i zakończyć kariery (sic)... bo wstyd.