• Do dobrych ludzi wraca dobro, a do złych zło...

    Pewien mój znajomy miał dobrze prosperującą firmę. Miał dom, elegancki samochód, pieniądze i czas, by wspólnie z żoną, ciężko zarobione pieniądze spożytkować na hobby, czyli zwiedzanie świata. Teraz, jego jedyną "podróżą" jest piesza wycieczka do ośrodka pomocy społecznej, bo stracił wszystko...

    Kiedy wyszło na jaw, że pracujących w jego firmie ludzi traktował jak wyrobników, nie do końca uczciwy był wobec wspólnika, a żonę co jakiś czas zamieniał na "młodsze modele", los się od niego odwrócił. Nie był, jak się okazało dobrym człowiekiem.

    Odeszła od niego żona zabierając dom i samochód, a dodatkowo przy pomocy prawnika pomogła wspólnikowi przejąć firmę. Został bez grosza, bez dachu nad głową i środków na utrzymanie...

    Inny mój znajomy, jako młody człowiek klepał biedę w kraju. Nie miał zazwyczaj grosza przy duszy. Żonaty był, ale nie miał dzieci, bo natura była okrótna, a lekarze bezsilni... Duszę jednak miał społecznika i pomagał również obcym ludziom, choć w zasadzie sam pomocy potrzebował. Mieszkanie jego przypominało bardziej przydomowy szajer, niż choćby obskórną kawalerkę, a kiedy trzeba było, podobnych jemu nakarmił i przenocował.

    Razem z żoną skorzystał kilka lat temu z nieoczekiwanej propozycji wyjazdu za wielką wodę, a że pracy się nie bał, z czasem jego status materialny znacznie się podniósł. Wybudował dom, zadbał o żonę, a rok później ona urodziła mu syna. Później jeszcze dwóch. Dziś żyją dostatnio, a on z powodzeniem może realizować potrzeby własnej duszy - duszy społecznika...

    Zadziwiające, jak różnie potoczyć się mogą losy ludzi. I prawdą jest, że do dobrych ludzi wraca dobro, a do złych zło...